Mam dwa skrzydła
- Mariola Szyszkiewicz
- 10 lis
- 4 minut(y) czytania
Manifest: „Mam dwa skrzydła”
Technologia i codzienność. Obecność i przemiana. Kobieta współczesna nie żyje już w rozdarciu między światem cyfrowym a cielesnym — ona rozpościera skrzydła nad obiema przestrzeniami. Jedno skrzydło to technologia: narzędzia, które pozwalają jej mówić, tworzyć, zarabiać, być widzialną. Drugie skrzydło to codzienność: ciało, rytuały, kuchnia, emocje, relacje. Oba są potrzebne, oba są prawdziwe. I tylko razem pozwalają jej wznieść się ponad schematy.
W tym kontekście warto spojrzeć na terapię odchudzania nie jako walkę z kilogramami, ale jako proces odzyskiwania pewności siebie i godności. Nie chodzi o rozmiar, lecz o relację z własnym ciałem. O to, czy kobieta czuje się obecna w swoim życiu, czy jej ciało jest jej domem, czy raczej polem bitwy.
Terapia — niezależnie od formy — może być skrzydłem, które pomaga wznieść się ponad wstyd, nadmiar porównań, nadmiar oczekiwań. To nie dieta, to psychologiczny odczyt własnej historii. To nie redukcja, to rekonstrukcja.
🪶 Ciało jako dom, nie projekt
Przez lata kobiece ciało było traktowane jak zadanie do wykonania. Jak projekt, który trzeba ulepszać, wygładzać, redukować, formować. W kulturze, która nieustannie pokazuje nam „przed” i „po”, ciało przestaje być przestrzenią życia — staje się polem bitwy. Ale co się dzieje, gdy kobieta przestaje traktować swoje ciało jako projekt? Gdy zamiast „poprawiać” zaczyna zamieszkiwać?
To moment przełomowy. Ciało przestaje być obiektem oceny, a staje się domem — miejscem, w którym można odpocząć, poczuć, być. Nie chodzi o to, by porzucić troskę o zdrowie czy wygląd. Chodzi o to, by zmienić punkt odniesienia: z zewnętrznego spojrzenia na wewnętrzne odczucie. 🪶 Nie chcę już chudnąć. Chcę wracać do siebie.
Nie chcę już chudnąć. Nie chcę już liczyć, ważyć, porównywać. Nie chcę już traktować swojego ciała jak zadania do wykonania, jak projektu, który trzeba oddać do korekty.
Chcę wracać do siebie. Do ciała, które jest domem, nie polem bitwy. Do skóry, która nie musi być napięta, żeby była moja. Do brzucha, który może się zaokrąglać, kiedy śmieję się głośno.
🌿 Odchudzanie jako powrót, nie ucieczka
Odchudzanie było kiedyś dla mnie próbą ucieczki. Od emocji, od lęku, od porównań. Myślałam, że jeśli zniknę trochę z objętości, to zniknie też wstyd. Ale wstyd nie mieszka w kilogramach. Wstyd mieszka w spojrzeniu, które nie jest moje. W spojrzeniu, które nauczyłam się nosić jak obcą sukienkę.
Dziś chcę inaczej. Chcę, żeby moje ciało było przestrzenią obecności, nie kontroli. Chcę jeść, bo jestem głodna. Chcę ruszać się, bo mam energię. Chcę odpoczywać, bo zasługuję.
🔄 Efekt jojo to nie tylko waga — to emocje
Efekt jojo to nie tylko powrót kilogramów. To powrót do starych myśli: „nie jestem wystarczająca”, „jeszcze nie teraz”, „jeszcze nie taka”. To powrót do lęku, że jeśli nie będę się pilnować, to się rozpadnę. Ale przecież jestem całością. Nie muszę się pilnować, żeby być sobą. Nie muszę się zmniejszać, żeby być godna.
🧠 Ciało jako dom
Ciało to nie projekt. To dom, który oddycha, który się zmienia, który pamięta. To miejsce, w którym jestem — nawet wtedy, gdy nie jestem idealna. Zwłaszcza wtedy.
✨ Zamiast diety — rytuał
Zamiast diety, wybieram rytuał. Poranna herbata w ciszy. Spacer bez celu. Gotowanie z czułością. Pisanie, które nie musi być publikowane. Dotyk, który nie musi być zasłużony.
💬 I jeśli kiedyś znowu zechcę schudnąć…
To nie dlatego, że się nie lubię. Ale dlatego, że chcę się poczuć lżej — nie tylko w ciele, ale w duszy. Bo moje ciało nie jest moim wrogiem. Jest moim skrzydłem. A ja mam dwa. 🪶 Nie jestem do zrobienia
Nie jestem do zrobienia. Nie jestem zadaniem, które trzeba odhaczyć. Nie jestem listą rzeczy do poprawienia. Nie jestem wersją beta, która czeka na aktualizację.
Jestem kobietą. Jestem osobą. Jestem wyborem, nie projektem.
🧵 Kultura poprawiania
Od dziecka uczono mnie, że kobieta to coś, co trzeba ulepszać. Trochę schudnąć. Trochę się wygładzić. Trochę się wyciszyć. Trochę mniej mówić. Trochę więcej się starać. Trochę mniej być sobą.
Z czasem nauczyłam się patrzeć na siebie jak na coś niedokończonego. Jak na szkic, który ktoś kiedyś może pokoloruje. Ale im więcej próbowałam się „zrobić”, tym bardziej się oddalałam od siebie.
🧠 Wybór zamiast poprawki
Dziś wiem, że kobieta to nie projekt. To proces. To przestrzeń wyboru, nie korekty. To decyzja, czy chcę być głośna czy cicha. Czy chcę być w sukience czy w dresie. Czy chcę być w relacji czy w samotności. Czy chcę być w ruchu czy w bezruchu.
Nie muszę się ulepszać, żeby być godna. Nie muszę się zmieniać, żeby być obecna. Nie muszę się robić, żeby być.
🌿 Ciało, które nie musi być „gotowe”
Moje ciało nie jest do zrobienia. Nie musi być „gotowe na lato”. Nie musi być „po ciąży”, „przed ślubem”, „na zdjęcie”. Moje ciało jest gotowe, bo jest moje. Bo oddycha, bo czuje, bo pamięta.
🔍 Głębokie zakończenie
Nie jestem do zrobienia. Ale mogę się rozpoczynać każdego dnia. Mogę się odczytywać na nowo. Mogę się przerywać, kiedy chcę odpocząć. Mogę się składać, kiedy chcę być blisko.
Bo kobieta to nie efekt końcowy. To żywa decyzja. To obecność w wersji nieostatecznej. I może właśnie w tym jest cała siła — że nie muszę być skończona, żeby być pełna.

Dama karo symbolizuje kobiecą siłę, inteligencję i niezależność w świecie materii i decyzji. To figura, która łączy wdzięk z rozsądkiem, uczucia z pragmatyzmem — królową codzienności, która wie, kiedy milczeć, a kiedy działać. W kartach często oznacza dojrzałą kobietę, która zna swoją wartość i nie musi jej udowadniać.


Komentarze