Usłysz mnie.
- Mariola Szyszkiewicz
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
🜂 Wpis 1: „Kiedy kobieta zaczyna słyszeć siebie”
(wersja długa)
Są takie chwile w życiu kobiety, kiedy świat nagle traci ostrość. Nie dlatego, że coś się wydarzyło — czasem wręcz przeciwnie. Czasem wszystko wygląda tak samo jak wczoraj: te same obowiązki, te same rozmowy, te same gesty. A jednak w środku coś zaczyna drżeć. Jakby ktoś delikatnie dotknął struny, która od dawna była napięta.
To jest moment, w którym kobieta zaczyna słyszeć siebie.
Nie chodzi o wielkie objawienia. Nie chodzi o rewolucję. Nie chodzi o nagłe „od dziś zmieniam swoje życie”.
To jest coś znacznie subtelniejszego.
To jest chwila, w której po raz pierwszy od dawna zatrzymujesz się i zauważasz, że:
jesteś zmęczona w sposób, którego nie da się przespać,
jesteś smutna w sposób, którego nie da się zagadać,
jesteś niespokojna w sposób, którego nie da się zracjonalizować.
I wtedy pojawia się pytanie, które jest początkiem każdej przemiany: „Czy to naprawdę jest moje życie?”
Nie w sensie dramatycznym. W sensie prawdziwym.
Czy to, co robię, wynika z moich pragnień, czy z cudzych oczekiwań? Czy to, co mówię, jest moim głosem, czy echem tego, co słyszałam przez lata? Czy to, co czuję, jest autentyczne, czy tylko dopasowane do sytuacji?
Kobieta zaczyna słyszeć siebie wtedy, gdy przestaje się spieszyć. Gdy przestaje udawać, że wszystko jest w porządku. Gdy przestaje być tłem dla innych.
To jest moment, w którym wewnętrzny głos — ten cichy, delikatny, często ignorowany — zaczyna mówić wyraźniej. Nie krzyczy. Nie wymusza. On po prostu przypomina, że istnieje.
I wtedy zaczyna się przemiana. Nie od wielkich decyzji, ale od małych zgód:
zgody na odpoczynek,
zgody na prawdę,
zgody na własne tempo,
zgody na to, że nie muszę być silna zawsze i wszędzie.
Kiedy kobieta zaczyna słyszeć siebie, świat nie zmienia się od razu. Ale zmienia się sposób, w jaki ona w tym świecie stoi. A to jest początek wszystkiego.

Komentarze