Dom
- Mariola Szyszkiewicz
- 3 dni temu
- 1 minut(y) czytania
🜂 Wpis 3: „Dom, który noszę w sobie”
(wersja długa)
Kobiety od zawsze budują domy. Nie tylko te z cegieł i drewna. Budują domy emocjonalne — dla partnerów, dzieci, rodziców, przyjaciół. Budują domy duchowe — dla tych, którzy szukają pocieszenia. Budują domy relacyjne — miejsca, w których inni mogą odpocząć.
Ale często zapominają o jednym: że same też potrzebują domu.
Nie miejsca, w którym mieszkają. Nie przestrzeni, którą sprzątają. Nie roli, którą pełnią.
Tylko domu, który noszą w sobie.
Domu, w którym mogą być zmęczone. Domu, w którym mogą być prawdziwe. Domu, w którym nie muszą udawać silniejszych, niż są. Domu, w którym nikt nie ocenia ich tempa, ich ran, ich pragnień.
Przemiana zaczyna się wtedy, gdy kobieta przestaje szukać schronienia wyłącznie na zewnątrz. Gdy przestaje budować domy dla innych kosztem własnego. Gdy zaczyna tworzyć w sobie przestrzeń, do której może wracać zawsze — nawet wtedy, gdy świat się wali.
To jest dom zrobiony z:
ciszy,
prawdy,
łagodności,
granic,
modlitwy lub medytacji,
małych rytuałów,
codziennych gestów troski.
Dom, który nie zależy od tego, co mówią inni. Dom, który nie znika, kiedy ktoś odchodzi. Dom, który nie rozpada się, kiedy życie stawia wyzwania.
Kobieta, która ma dom w sobie, nie musi już szukać potwierdzenia swojej wartości. Nie musi udawać, że wszystko jest w porządku. Nie musi bać się samotności.
Może po prostu być. A z tego „bycia” rodzi się wszystko inne: siła, spokój, relacje, decyzje, kierunek.
Bo prawdziwa przemiana zaczyna się wtedy, gdy kobieta wraca do domu — do siebie.
Komentarze