Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał
- Mariola Szyszkiewicz
- 28 kwi
- 2 minut(y) czytania
Między Krzyżem a Pustym Grobem: o lęku, wierności i cichej stronie Zmartwychwstania

Są takie dni, kiedy człowiek czuje, że jego wiara została zepchnięta w kąt przez zmęczenie ciała, ból, chorobę, codzienność. Kiedy modlitwa, która kiedyś była naturalnym oddechem, staje się wysiłkiem. Kiedy różańca nie odkłada się na półkę — tylko zasypia się z nim w dłoni, bo sił starcza już tylko na to.
I wtedy pojawia się pytanie: czy Bóg jest dalej blisko, jeśli ja nie mogę już klęknąć?
A przecież modlitwa nie zaczyna się w kolanach. Modlitwa zaczyna się w pragnieniu. W tym jednym zdaniu, które człowiek wypowiada w ciszy: „Brakuje mi Ciebie.”
To wystarczy.
Ciężar ludzkich oczu
Są też takie doświadczenia, które zostawiają w człowieku ranę głębszą niż ból ciała: osąd tłumu.
Ludzie potrafią stanąć murem za krzyżem — ale kiedy przychodzi Niedziela Zmartwychwstania, kiedy trzeba podejść do pustego grobu, kiedy trzeba uwierzyć w radość, wtedy nagle robi się pusto.
Bo radość wymaga odwagi. A smutek jest łatwiejszy. Łzy są społecznie akceptowane. Dramat jest poważny. A światło — światło bywa podejrzane.
Wielki Piątek jest tłumny. Niedziela Zmartwychwstania — cicha.
I człowiek, który próbuje żyć tą radością, często zostaje sam. Albo gorzej — staje się obiektem krytyki tych, którzy wolą trwać przy krzyżu, bo tam czują się bezpieczniej.
Janseniści — duchowość, która zatrzymała się w Wielkim Piątku
W historii Kościoła był ruch, który idealnie opisuje ten lęk przed radością: jansenizm. Surowy, zimny, skupiony na winie, niegodności, strachu. Duchowość, która zatrzymała się przy krzyżu, ale nie weszła do pustego grobu.
To jest duchowość, która mówi: „Nie jesteś godny.” „Nie zasługujesz.” „Bój się.” „Płacz.”
A Ewangelia mówi coś zupełnie innego: „Nie lękajcie się.” „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?” „Nie ma Go tu.”
To jest zdanie, które zmienia wszystko.
Pusty grób — miejsce, którego ludzie się boją
Pusty grób jest cichy. Nie ma tam krwi, nie ma tłumu, nie ma spektaklu. Jest tylko światło i pytanie: „Czy wierzysz, że On żyje?”
I tu zaczyna się prawdziwa wiara. Nie w krzyż — krzyż widzieli wszyscy. Ale w Zmartwychwstanie — to widzieli nieliczni.
Dlatego ludzie wolą dramat. Bo dramat nie wymaga odwagi. Radość — tak.
Jozue i ci, którzy idą mimo lęku
W Biblii jest postać, która bardzo pasuje do tej drogi: Jozue. Zanim został przywódcą, był wierny. Nie silny. Nie idealny. Wierny.
A mury Jerycha nie runęły dlatego, że ludzie byli potężni. Runęły dlatego, że byli zmęczeni, ale posłuszni. Szli w kółko, dzień po dniu, z trąbami, w ciszy, w absurdzie. I nagle — mury padły.
Tak samo jest z wiarą człowieka zranionego. Nie trzeba być mocnym. Trzeba być wiernym. Choćby w pragnieniu. Choćby w jednym zdaniu: „Brakuje mi modlitwy.”
To wystarczy, żeby mury zaczęły pękać.
Zakończenie: wiara, która nie musi być idealna
Może nie możesz klęknąć. Może nie możesz długo się modlić. Może twoje ciało jest zmęczone, a serce przebodźcowane. Może boisz się ludzkich oczu, bo kiedyś cię zraniły.
Ale Bóg nie oczekuje od ciebie, żebyś była Jozuem. On oczekuje tylko, żebyś była sobą.
Zmęczoną. Prawdziwą. Tęskniącą. Wierną na tyle, na ile dziś potrafisz.
A pusty grób… pusty grób czeka na ciebie zawsze. Nie po to, żebyś płakała. Ale po to, żebyś zobaczyła, że On żyje.












Komentarze