google.com, pub-4708262830663674, DIRECT, f08c47fec0942fa0
top of page

Krytyka


W wirze cudzych decyzji. Wilhelm z Baskerville i rodzina Bonnie & Clyde

Są takie momenty w historii – i w literaturze – kiedy człowiek niewinny zostaje wciągnięty w wir, którego nie rozumie i którego nie potrafi zatrzymać. Wir nie pyta, czy ktoś chce w nim uczestniczyć. Wir nie sprawdza, czy człowiek jest gotowy. Wir po prostu porywa.

Wczoraj, słuchając zachowawczego, ostrożnego podcastu o Hiszpańskiej Inkwizycji, pomyślałam o tym, jak często w kulturze pojawia się ten sam motyw: zwykły człowiek wrzucony w cudzy strach, cudzą ideologię, cudzą przemoc. I nagle – zupełnie nieoczekiwanie – stanęła mi przed oczami scena z filmu Bonnie and Clyde.

Ta rodzina, zabrana na tylne siedzenie samochodu, wyśmiewana jako „wstecznicy”, „kołtuni”, ludzie z innego świata. A potem – ich cicha tragedia. Ich życie, które mogło być spokojne, a stało się zakładnikiem cudzej brawury.

I wtedy zrozumiałam, że ta para z amerykańskiego filmu i Wilhelm z Baskerville z Imienia róży mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

1. Wir większy niż człowiek

Rodzina Bonnie i Clyde nie była przestępcza. Nie szukała przygód. Nie chciała adrenaliny. A jednak znalazła się w samochodzie, który pędził w stronę przemocy i śmierci.

Wilhelm z Baskerville – człowiek rozumu, logiki, umiarkowania – trafia w sam środek klasztoru, gdzie każdy krok może być uznany za herezję, a każde słowo za dowód winy. Nie dlatego, że jest winny. Dlatego, że system potrzebuje winnych.

Inkwizycja działała jak machina: raz uruchomiona, nie zatrzymywała się, dopóki nie znalazła ofiary. Wciągała ludzi tak samo, jak samochód Bonnie i Clyde wciągał pasażerów na tylne siedzenie.

W obu przypadkach człowiek staje się pasażerem, nie kierowcą.

2. Kto naprawdę prowadzi?

W filmie to Bonnie i Clyde decydują o trasie, tempie, ryzyku. Rodzina jedzie z nimi, ale nie ma wpływu na nic.

W Imieniu róży Wilhelm prowadzi śledztwo, ale to Inkwizycja prowadzi proces. To ona ustala reguły, ona decyduje, co jest prawdą, a co bluźnierstwem. Wilhelm może tylko próbować ocalić resztki sensu w świecie, który sensu nie chce.

To jest wspólna nić: ktoś inny trzyma kierownicę.

3. Śmiech jako maska strachu

W filmie Bonnie i Clyde śmieją się z rodziny – śmiechem okrutnym, nerwowym, podszytym własnym lękiem. To śmiech, który ma ukryć, że oni sami nie wiedzą, dokąd jadą.

W Imieniu róży śmiech jest zakazany. Bo śmiech odbiera władzę strachowi. Śmiech rozbraja terror. Nic tak nie zagraża systemowi, jak człowiek, który potrafi się śmiać.

W obu historiach śmiech jest sygnałem, że coś jest nie tak. Że świat pęka. Że strach próbuje się przebrać za pewność siebie.

4. Niewinni, którzy płacą za cudze obsesje

Rodzina Bonnie i Clyde płaci za cudzą brawurę. Mnisi w Imieniu róży płacą za cudzą obsesję kontroli. Ludzie przesłuchiwani przez Inkwizycję płacili za cudzy lęk przed wolną myślą.

To jest najtrudniejsza prawda: najczęściej cierpią ci, którzy nie mieli nic wspólnego z przyczyną cierpienia.

5. Czy wir jest nieuchronny?

To pytanie, które zadajesz, jest bardzo ważne: czy wir zawsze nas wciągnie, niezależnie od tego, czy tego chcemy?

Historia podpowiada, że tak. Literatura – że nie zawsze. A życie – że to zależy od tego, kto stoi obok nas.

Wilhelm z Baskerville próbuje zatrzymać wir rozumu, logiką, rozmową. Rodzina Bonnie i Clyde nie miała nikogo, kto mógłby ich obronić. Ludzie w czasach Inkwizycji często nie mieli wyboru – system był silniejszy niż jednostka.

Ale jest jeszcze jedna odpowiedź: wir nie jest nieuchronny, jeśli ktoś odmówi prowadzenia. Jeśli ktoś nie wsiądzie do samochodu. Jeśli ktoś nie podpisze oskarżenia. Jeśli ktoś powie „nie”.

To trudne. Czasem niemożliwe. Ale właśnie dlatego te historie tak nas poruszają – bo pokazują, jak krucha jest granica między wolnością a przemocą, między wyborem a przymusem.

6. Dlaczego te dwie historie się spotykają?

Bo obie mówią o tym samym: o człowieku, który nagle znajduje się w cudzym świecie, cudzym strachu, cudzej logice.

O człowieku, który nie prosił o udział w dramacie, ale został w niego wpisany.

I o tym, że największym dramatem nie jest sama przemoc, lecz bezradność wobec niej.


Komentarze


bottom of page