google.com, pub-4708262830663674, DIRECT, f08c47fec0942fa0
top of page

Bernadetta, Lourdes i Matka Boża


Krótka i ufna modlitwa do Matki Bożej z Lourdes o uzdrowienie duszy i ciała.

„Matko Boża z Lourdes, Uzdrowienie chorych, przychodzę do Ciebie z ufnością, prosząc o łaskę zdrowia dla siebie lub bliskich. [wymień imię] Ty, która wstawiasz się za nami u swego Syna, wyproś nam dar uzdrowienia, jeśli taka jest wola Boża. Daj nam siły do znoszenia cierpienia i napełnił nasze serca pokojem. Amen.”

Matka Boża z Lourdes — historia światła, które przyszło do ubogiej dziewczynki

Kiedy Bernadetta Soubirous miała czternaście lat, była jedną z najbardziej niepozornych dziewczynek w Lourdes. Chorowita, słabo wykształcona, żyjąca w skrajnej biedzie — nic nie wskazywało na to, że właśnie ją wybierze Niebo. A jednak to właśnie do niej, 11 lutego 1858 roku, przyszła Matka Boża.

Bernadetta poszła nad rzekę Gave zbierać drewno. W grocie Massabielle usłyszała szum, jakby powiew wiatru, choć powietrze było nieruchome. Podniosła wzrok — i zobaczyła Ją: młodą, piękną Panią w bieli, z niebieską szarfą i różami na stopach. Pani uśmiechała się do niej tak, jakby znała ją od zawsze.

Objawienia powtarzały się. Bernadetta nie umiała ich wytłumaczyć, nie szukała ich, nie pragnęła uwagi. A jednak wracała, bo — jak mówiła — „Pani patrzyła na mnie tak, jakby patrzyła na osobę”. To było dla niej największe doświadczenie: bycie widzianą, kochaną, przyjętą.

W czasie jednego z objawień Matka Boża poprosiła o modlitwę za grzeszników i o pokutę. W innym wskazała miejsce, gdzie Bernadetta miała kopać — tam wytrysnęło źródło, które do dziś jest znakiem uzdrowienia i nadziei. Wreszcie, 25 marca, powiedziała swoje imię: „Jestem Niepokalane Poczęcie” — słowa, których Bernadetta nie mogła znać, a które potwierdziły prawdę ogłoszoną przez Kościół zaledwie cztery lata wcześniej.

Lourdes stało się miejscem światła. Nie dlatego, że wydarzyły się tam cuda — choć wydarzyły się. Ale dlatego, że Bóg wybrał najmniejszą, najbiedniejszą, najbardziej ukrytą dziewczynkę, by przez nią przypomnieć światu, że Jego miłość schodzi najniżej. Że łaska nie omija nikogo. Że Maryja przychodzi tam, gdzie człowiek czuje się najmniej godny.

Bernadetta nigdy nie szukała sławy. Mówiła: „Moim zadaniem jest przekazać orędzie, nie przekonywać”. Po latach wstąpiła do klasztoru, żyła cicho, skromnie, z wielkim cierpieniem, ale z jeszcze większą ufnością.

A Lourdes do dziś jest miejscem, gdzie ludzie przychodzą nie po spektakl, ale po nadzieję. Po dotyk Matki, która w grocie Massabielle powiedziała światu, że Bóg widzi każdego — nawet tego, kto czuje się najmniejszy.

Bernadetta Soubirous — dziewczynka, którą Matka Boża wybrała na świadectwo światła

Bernadetta przyszła na świat w rodzinie, która miała więcej trosk niż pieniędzy. Mieszkali w starym, wilgotnym młynie, gdzie zimą dym z pieca mieszał się z mgłą znad rzeki, a latem bieda była tak samo obecna jak słońce. Bernadetta była chorowita, drobna, często brakowało jej sił. Nie chodziła regularnie do szkoły, bo musiała pomagać w domu. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że ta dziewczynka stanie się jedną z najbardziej znanych świętych świata — nikt by nie uwierzył.

A jednak Bóg lubi zaczynać od najmniejszych.

11 lutego 1858 roku Bernadetta poszła z siostrą i koleżanką zbierać drewno. W grocie Massabielle zobaczyła coś, czego nie potrafiła nazwać: światło, które nie oślepiało, i postać, która nie budziła strachu. „Piękna Pani” — tak o Niej mówiła. Nie wiedziała, kim jest. Wiedziała tylko, że ta Pani patrzy na nią z taką czułością, jakby znała ją od zawsze.

Objawienia powtarzały się. Bernadetta była przesłuchiwana, wyśmiewana, podejrzewana o halucynacje. A ona powtarzała jedno: „Moim zadaniem jest powiedzieć, nie przekonywać”. Nie miała w sobie ani krzty teatralności. Była prosta jak źdźbło trawy, które rośnie, bo tak chce słońce.

Podczas jednego z objawień Matka Boża poprosiła o modlitwę za grzeszników i o pokutę. W innym kazała Bernadetcie kopać w ziemi — tam wytrysnęło źródło, które do dziś daje ludziom nadzieję. A 25 marca powiedziała swoje imię: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Bernadetta nie rozumiała tych słów. Powtórzyła je jak dziecko, które niesie wiadomość większą od siebie.

Po latach wstąpiła do klasztoru w Nevers. Nie dlatego, że chciała być „świętą z obrazka”, ale dlatego, że czuła, iż jej miejsce jest w ciszy. Tam cierpiała — na astmę, na gruźlicę kości, na samotność. A jednak miała w sobie niezwykłą pogodę ducha. Mówiła: „Moje zadanie skończyło się w Lourdes. Teraz jestem tu, by być dobrą”.

Zmarła w wieku 35 lat. Jej ciało, do dziś nienaruszone, spoczywa w Nevers. A Lourdes stało się miejscem, gdzie ludzie przychodzą nie po sensację, ale po dotyk nadziei. Po światło, które przyszło do ubogiej dziewczynki i zostało z nami na zawsze.

Komentarze


bottom of page