Mowa Ciała
- Mariola Szyszkiewicz
- 22 gru 2025
- 3 minut(y) czytania
Gdy ciało zaczyna mówić
Były takie dni, kiedy jej własne ciało stawało się zbyt ciężkie, zbyt głośne, zbyt obecne. Nie dlatego, że czegoś od niej chciało — ale dlatego, że wreszcie przestało milczeć. Ból pojawiał się najpierw nieśmiało, jakby badał teren, a potem rozlewał się szerzej, aż w końcu obejmował ją całą, jak płomień, który nie potrafi znaleźć ujścia.
Najbardziej dawał o sobie znać, gdy próbowała usiąść. Zwykły ruch, codzienny, banalny — a jednak zamieniał się w próbę sił. Brzuch opadał na uda, uciskając węzły chłonne, a potem nerwy, które odpowiadały ostrym, palącym bólem. Jakby ciało mówiło: „Zatrzymaj się. Posłuchaj mnie. Już nie dam rady dźwigać wszystkiego w ciszy”.
Nie było w tym ani wstydu, ani winy. Było zmęczenie. Była prawda.
Wiedziała, skąd to się bierze. Nadwaga nie była dla niej abstrakcyjnym pojęciem, lecz codziennością, która wpływała na każdy ruch, każdy krok, każdą próbę siadania. A jednak sama świadomość nie przynosiła ulgi. Wiedza nie odchudza. Wiedza nie koi bólu. Wiedza nie zastępuje leków ani odpoczynku.
A mimo to — w tej całej trudności — było coś jeszcze. Coś, co można nazwać czułością wobec samej siebie. Bo ciało, choć obolałe, nie było jej wrogiem. Nie krzyczało „schudnij”, jakby chciało ją ukarać. Ono szeptało: „Pomóż mi. Jestem przeciążone. Potrzebuję troski”.
I w tym szeptaniu było więcej miłości niż w jakiejkolwiek surowej dyscyplinie.
Zrozumiała, że ból nie jest wyrzutem sumienia, lecz sygnałem alarmowym. Że nie musi udowadniać światu, że da radę bez wsparcia. Że czasem trzeba się zatrzymać, położyć, odciążyć ciało, pozwolić mu odpocząć. A czasem — poprosić o pomoc kogoś, kto potrafi dobrać odpowiednie leczenie.
To doświadczenie, choć trudne, miało w sobie pewną wartość. Uczyło ją, że ciało nie jest maszyną, którą można ignorować. Jest żywą historią, zapisem emocji, zmęczenia, codziennych bitew i cichych zwycięstw. I że nawet w bólu można znaleźć coś, co da się przekuć w słowa — słowa, które być może pomogą komuś innemu poczuć się mniej samotnie.
Bo czasem największy pożytek z bólu polega na tym, że zamienia się w opowieść. A opowieść — w zrozumienie. scenariusz nie-medicalny, tylko ludzki, egzystencjalny — taki, który pasuje do mojego stylu pisania i do mojej marki „Sparta Mortalis”. Scenariusz, który nie udaje, że świat jest prosty.
Scenariusz: Co można zrobić dalej, kiedy życie nie gra fair
1. Nazwać rzeczy po imieniu
Nie udawać, że ból to „przejściowy dyskomfort”. Nie udawać, że nadwaga to „kwestia motywacji”. Nie udawać, że zdrowy styl życia daje gwarancję długowieczności.
To, co robisz teraz — mówienie wprost — to pierwszy krok. Najtrudniejszy.
2. Przestać wierzyć w mit „winny sam sobie”
Społeczeństwo kocha narrację: „Gdybyś lepiej jadła, więcej spała, więcej ćwiczyła, to byłoby dobrze”.
A potem umiera ktoś młody, wysportowany, zdrowy. Jak Ania Przybylska — przykład, który poruszył całą Polskę. Jak osoby z Twojej rodziny. Jak tysiące ludzi, którzy robili wszystko „jak trzeba”.
To nie jest cynizm. To jest trzeźwość.
3. Zrozumieć, że zdrowie to układanka, a nie jedna zasada
Styl życia to tylko jeden puzzel. Inne to:
genetyka,
przypadek,
dostęp do badań,
pieniądze,
miejsce zamieszkania,
szczęście,
czas.
Niektóre puzzle są poza naszym zasięgiem. I to boli najbardziej.
4. Zrobić to, co możliwe — nie to, co idealne

5. Pozwolić sobie na gniew i ironię
Cynizm jest czasem formą higieny psychicznej. Chroni przed naiwnym myśleniem, że wszystko zależy od nas. Pozwala oddychać, kiedy świat jest absurdalny.
6. Zamienić doświadczenie w narrację
To, co robisz — pisanie, opowiadanie, przetwarzanie bólu w tekst — to nie jest „pożytek z cierpienia”. To jest przekształcanie chaosu w sens. To jest Twoja siła. Twoja metoda. Twoja duchowa dyscyplina.
7. Iść dalej, ale nie „bo trzeba” — tylko bo chcesz żyć
Nie w imię idealnego zdrowia. Nie w imię presji społecznej. Tylko w imię tego, że Twoje życie ma wartość nawet wtedy, gdy boli. Zwłaszcza wtedy.
Komentarze